poniedziałek, 22 maja 2017

Drużyna. Wyrzutki 

     Co się dzieje ze Skandianinem, kiedy żadna z drużyn nie chce go przyjąć do siebie?
Wtedy zostaje on wyrzutkiem…
     W Skandii państwie położonym na północy, gdzie trwa wieczna zima - organizuje się treningi dla młodych chłopaków. Szkoli ich się na skandyjskich wojowników i wilków morskich. Aby wstąpić w te szeregi, trzeba się nauczyć sztuki żeglarskiej, techniki nawigacji, a także taktyki wojennej, choć w przypadku Skandian, taktyka ta polega na komendzie: „Bierzemy ich!!”
Hal Mikkelson ma kochającą matkę, pochodzącą z Araluenu i ojca Skandianina- bohatera poległego w walce. Hal czuje się w stu procentach Skandianinem, ale reszta społeczeństwa widzi w nim tylko Aralueńczyka. Chłopak chce wszystkim udowodnić swoją wartość i koniecznie zostać zaakceptowany. Jak jednak może to zrobić? Nie został wybrany… Do jakiej drużyny będzie należał? Na treningu, spośród chłopców studiujących, wybiera się przywódców, którzy mają stworzyć swoją grupę. Ale co się dzieje z wyrzutkami? Tworzą własną drużynę, tyle że ona nie wygląda imponująco… Złodziej, bliźniaki, których nikt nie potrafi odróżnić (nie mówiąc już o ich bezustannych kłótniach), niemal ślepy olbrzym, mól książkowy, błazen, wybuchowy pierwszy oficer a także Hal- skirl sterujący łodzią, niepozorny, niewysoki, nieśmiały.
Czy uda im się przekonać wszystkich, że zasługują na miano prawdziwych wojowników? Bo tylko jedna drużyna może przecież wygrać.
Hal, który zostaje przywódcą drużyny „Czapli”, chce zyskać dla siebie i swoich przyjaciół szacunek i podziw, wygrywając pojedynek. Tylko czy to jest możliwe, aby wyrzutkowie stali się kimś ważnym?      Tak oto przedstawia się kolejna książka Johna Flanagana, autora bestsellerowej serii „Zwiadowcy”. Świat ten wykreowany jest niesamowicie! Ogromnym plusem tej historii jest wciągająca fabuła i świetni bohaterowie. Hal to szesnastolatek, którego nie da się nie polubić. Jego charakter sprawia, że chcemy wiedzieć o tym bohaterze więcej. Odwaga, poświęcenie, lojalność, wrażliwość, stanowczość, lojalność, uprzejmość- to cechy, które go określają. Mimo to, Hal zdecydowanie nie jest ideałem. Popełnia mnóstwo błędów. „Szczegół. Zawinił tylko szczegół”- tak zawsze usprawiedliwiają to jego przyjaciele. Tyle że te szczegóły mogą zadecydować o jego losie. Dodatkowo mamy Thorna i Stiga. Są to najlepsi bohaterowie drugoplanowi, którzy potrafią rozbawić człowieka do łez. Obydwaj mają trudną sytuację życiową, sprawiającą, że są postrzegani zawsze w złym świetle. Przez całą historię współczułam im i miałam dla nich przeznaczony najszczerszy na świecie podziw. Z czym musieli się mierzyć? Z ciągłą krytyką. Ale oni i tak byli sobie wierni do końca. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie i sprowokowało do długich rozmyślań.
Kolejny rewelacyjny punkt tej książki to humor. John Flanagan ma go w nadmiarze, co widać po jego opowiadaniach. Dialogi pełne sarkazmu, ironii i ciętych ripost, same w sobie wywołują już uśmiech na twarz. Autor również pisze o naturalnych (ale jakże głupich!) reakcjach ludzkich. Wyśmiewa się z nich i ukazuje absurdyzm występujący w takich sytuacjach.

„- Nieźle to wykombinowałeś. Właśnie dlatego wybraliśmy cię na przywódcę.
 - A ja myślałem, że ze względu na atrakcyjny wygląd i czarującą osobowość- odparował Hal.
 Ingvar, który przysłuchiwał się uważnie, z powagą potrząsnął głową.
 - Nie. Zdecydowanie nie z tego powodu. […]
 - Dzięki za tę bezcenną uwagę Ingvar.” 

„- Co się stało? - zapytał Sigurd, patrząc na poturbowaną twarz Hala, kiedy po porannych ćwiczeniach zebrali się na trening z bronią.
 - Wpadłem na drzewo - odparł Hal. [...] 
- Pewnie na to samo co Tursgud. Jakieś bardzo waleczne drzewo...” 

 „- Wszyscy gotowi? 
- Gotowi!
 - Ingvar? 
Ingvar przytaknął
. - Nie martw się, Hal. Mam wadę wzroku, a nie defekt mózgu...”

Nie dość, że książka jest angażująca i zabawna, to ma ona wiele nam jeszcze do przesłania. Przekazuje wiarę w siebie, swoje możliwości, chce pokazać, że jeśli się naprawdę postaramy to będziemy mogli wszystko. Mówi o przyjaźni, miłości, poświęceniu, odwadze i… po prostu życiu. Czasami jakże brutalnym, ale pięknym życiu.

„Jak cię złapią to znaczy, że oszukałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.”

 „Być dobrym to nie to samo co być najlepszym.”

„Ludzie, którzy czymś się wyróżniają, nie mają łatwo.” 

Nie słyszałam nigdy, żeby wyznacznikiem czyjejś wartości była liczba nóg czy rąk. Wartość mężczyzny stanowi hart ducha i siła woli. A przede wszystkim zdolność do radzenia sobie z nieszczęściem.” 

     Co sądzę o tej książce? Uważam, że jest wspaniała! Będę każdemu ją polecać, niezależnie od wieku, czy płci. Ta historia jest tego warta. Mam nadzieję, że udało mi się przekonać was do przeczytania „Wyrzutków”. Dajcie im szansę, bo na to zasługują i nie odrzucajcie ich tak, jak zrobili to Skandianie. Trzeba ich docenić. Życzę miłej lektury!

środa, 18 stycznia 2017

Opowiadanie 1 - Podążając swoją drogą wyobraźni (rozdział II)

Rozdział ten dedykuję:
Mojej mamusi, bez której moje życie byłoby o wiele mniej zabawne.
Dziękuję, że nauczyłaś mnie jak być dobrym człowiekiem <3

Rozdział 2


Wszyscy mnie uważnie oglądali, a ja coraz bardziej zaczynałam się niecierpliwić i irytować. Nie wiedziałam, co z sobą zrobić. Stałam tak, czekając na jakąkolwiek reakcję. Czułam się dość skrępowana, bo mężczyzna w zielonej kamizelce obserwował mnie najintensywniej. Nawet na chwilę nie spuścił swoich oczu. Ich niesamowity bursztynowy kolor zachwycił mnie do głębi, lecz po za oczami, w tym człowieku nie było nic sympatycznego i zachęcającego. Wręcz przeciwnie. Cały przedstawiał się groźnie i tajemniczo. Ze zdenerwowania poczęło mi drżeć ciało. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że od tego bezustannego stania zaczęły mnie boleć nogi. Lecz, gdy właśnie miałam zamiar usiąść, usłyszałam głos starszego człowieka w szarych włosach.
- Rusz się wreszcie, Angelika. Nie możemy przecież czekać na ciebie wieczność. Musimy się śpieszyć, więc pakuj się prędko.
Nie ruszyłam się. Jedyne co zrobiłam, to mrugnęłam w niedowierzaniu, a to dlatego, że usłyszałam coś w jego głosie, co mi się bardzo nie spodobało. To była mieszanina kpiny i pychy. Odzywał się z wyższością, tak jakby moja osoba była poniżająca i nie warta uwagi. Utwierdziło mnie to tylko jeszcze bardziej, w przekonaniu, iż musi być on bardzo dumny. Ale ja takich ludzi nie lubiłam. Czemu miałabym być dla niego uprzejma, skoro on zachowywał się niegrzecznie?
- Słucham?! Dokąd niby tak się śpieszymy? Gdzie chcecie mnie zabrać? Ja nigdzie nie idę... I w ogóle, czy my się znamy? Ja pana wcale, a wcale nie kojarzę.
Niczego nie rozumiałam. To było nie do pojęcia! Para nieznanych mi buców, przychodzi tu, karząc mi iść z nimi, nie wiadomo, dokąd, mówiąc na dodatek, że mają zwolnienie od mojej mamy! Skąd miałam wiedzieć, czy to prawda?! Może pismo było fałszywe, a oni chcieli mnie w ten sposób porwać? No dobra, nie wiem, czy nie dałam się trochę zbyt ponieść mojej wyobraźni... No ale było to trochę podejrzane, racja?
Mężczyzna z brodą wydał się lekko zaskoczony moją reakcją, co przyznaję, sprawiło mi małą przyjemność. Chciałam, chociaż przez chwilę zobaczyć jak zmywa się z jego twarzy ta ohydna pewność siebie. Doprowadzała mnie ona do gorączki.
O dziwo odezwał się tym razem młody chłopak, czego nie spodziewałam się, bo wyglądał on na obojętnego na wszelkie okoliczności.
- Widzimy się po raz pierwszy i miejmy nadzieję ostatni. Nie zmienia to faktu, że musisz udać się z nami. Dla swojego bezpieczeństwa.
Słucham? O co mu chodziło? Chciał mnie przestraszyć? Jeśli tak... to mu się udało. Próba niczego sobie, bo zaczęłam się denerwować. Za szybko pociły mi się ręce, a zbuntowany żołądek powodował skurcze.
- Coś mi grozi?- Zapytałam cicho, nie mogąc wydusić nic więcej, przez gulę, która stanęła mi w gardle. Choć pytanie było skierowane do blondyna, to starszy mężczyzna odpowiedział stanowczo, z pewnym rozdrażnieniem, chcąc przejąć sytuację w swoje ręce. Widać było, że był zły na młodziaka.
- Nie. O to nie musisz się martwić, ale się pośpiesz, bo czas jest teraz dla nas bardzo ważny. W tej chwili się zbieraj.
- Ale dokąd chcecie mnie wziąć? I co jest napisane w zwolnieniu? Chce je zobaczyć.
- Powiemy ci wszystko później, ale na osobności.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cały czas jestem w klasie i wszyscy się na mnie gapią. Dziewczyny jednak głównie poświęciły swą uwagę młodemu chłopakowi, patrząc na niego maślanymi oczami. Przez me zamyślania, zapomniałam gdzie jestem. Zrobiło mi się strasznie głupio i zaczerwieniłam się, mimo starań, by rumieńce nie wyszły na wierzch. Gdy próbowałam jakoś zapaść się pod ziemie, zobaczyłam jak czterdziestolatek zbliża się do mnie o krok. Serce mi stanęło. Przypomniałam sobie o czymś istotnym. Spojrzałam na papier, leżący na biurku, napisany podobno przez mamę. Musiałam sprawdzić czy nie jest to jakieś fałszywe pismo.
- Chciałabym zobaczyć zwolnienie przed wyjściem. Inaczej, nigdzie nie pójdę.
Mężczyzna w zielonej kamizelce zmarszczył brwi. Widać było, że nie miał na to ochoty, ale chyba zrozumiał, że inaczej szybko mnie z klasy nie wyciągnie (jeśli w ogóle). Musiał spełnić moje wymaganie. Podszedł żwawym krokiem do biurka mojej nauczycielki, a potem skierował się w moją stronę, kładąc papier na moim stoliku. Wzięłam go do ręki i zaczęłam czytać.


Proszę o zwolnienie Angeliki Mollow, mojej córki, z trzech ostatnich lekcji (polski, matematyka, religia), z powodów rodzinnych.
Z góry dziękuję:
Susan Brown.


Gdy skończyłam nie miałam wątpliwości.
Ten list napisała mama. To był jej charakter pisma i podpis. Zawsze używała swojego nazwiska panieńskiego, od kiedy tata nas opuścił. Ja jednak zostałam przy dawnym, bo nie chciałam robić zamieszania, a mi ono nie przeszkadzało. Przynajmniej w ten sposób mogłam się pocieszyć, że mimo całej sytuacji z rozwodem, muszę mieć ojca. Nie mogło być inaczej skoro miałam jego nazwisko. Co mama miała na myśli, pisząc „problemy rodzinne”? Czy mogło jej chodzić o tatę?
Zaczęłam się pakować. Chciałam jeszcze się opierać, ale scen i dram stwarzać nie zamierzałam, choć wątpliwości zżerały mnie od środka. Schowałam podręcznik, zeszyt i piórnik, a potem wzięłam książkę „Tajemnica Wooverblin” do ręki i podeszłam do biurka pani Jolanty. Odłożyłam zwolnienie mamy na swoje wcześniejsze miejsce. Wszyscy dalej się na mnie gapili, a ja starałam się to ignorować i udawać, że wcale tego nie widzę. Już chciałam skierować się do drzwi, gdy nagle usłyszałam głos pani Joli.
- Angela, zaczekaj! Przepraszam państwa, ale nie mam pewności, że zwolnienie należy do pani Susan. Nie chodzi oto, że podejrzewam, panów o kłamstwo, ale... Wolałabym jednak być bardziej poinformowana i przekonana, co do słuszności tej sprawy. Nie mogę panom zaufać, bo nawet uczennica, która ma zostać zabrana, nie rozpoznaje państwa. Wszystko to jest zbyt skomplikowane i niewiadome.
- Przyniosłem pani zwolnienie, które nas upoważnia do zabrania Angeliki. Bardzo nam się śpieszy, więc proszę nie sprawiać dodatkowych kłopotów. Naprawdę nie mamy czasu.
Jakby ktoś się przysłuchał dokładnie słowom mężczyzny, usłyszałby, jak jego głos minimalnie drży ze zdenerwowania.
- Przykro mi, ale nie mogę na to pozwolić.
Pani Jolanta nie była do końca pewna czy dobrze robi, ale nie zmieniła zdania. Byłam jej ogromnie wdzięczna, za to, że wzięła sprawę w swoje ręce. Podzielałam jej zdanie. Ja także nie byłam pewna, czy powinnam im zaufać. Nagle wpadłam na pewną myśl, która teraz wydawała się tak oczywista.
- Może powinnam zadzwonić do mamy na wszelki wypadek.- Powiedziałam. Pani uśmiechnęła się do mnie i kiwnęła głową na znak zgody.
- Świetnie. Zrób to Angelo, ale najpierw może chodźmy na korytarz, dobrze? Zapraszam.
Podeszła z pewną swobodą do drzwi, po czym otworzyła je i wyszła. Od razu poszłam w jej ślady, a gdy usłyszałam za sobą kroki, zrozumiałam, że długowłosi też postanowili iść za polonistką. Drzwi zostały zamknięte, więc nie chciałam marnować czasu.
- Zadzwonię od razu do mamy.- Powiedziałam, i nie czekając na odpowiedź, zostawiłam ich. Podchodząc wpisywałam już po drodze numer telefonu. Stanęłam pod oknem, gdzie był najlepszy zasięg i nacisnęłam przycisk „połącz”. Usłyszałam pierwszy sygnał. Spojrzałam na towarzystwo pod drzwiami. Pani Jolanta dyskutowała z starszym mężczyzną, w zielonej kamizelce. Przepraszała go i tłumaczyła swoje zachowanie. Zawzięcie mówiła, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej, na co mężczyzna z brodą, wciąż tylko odpowiadał, że rozumie, ale wyjątkowo się spieszy i nie chce marnować cennego czasu, na takie bzdury. Za to młody chłopak stał koło nich obojętny na ich rozmowę, oglądając mnie przy tym uważnie. Gdy zauważył, że mu się przyglądam, podniósł wysoko brew i patrzył na mnie, jak na dziecko, które właśnie coś przeskrobało. Znowu się zaczerwieniłam, ze wstydu i złości. Odwróciłam się szybko w stronę okna. Wtedy właśnie usłyszałam ostatni sygnał, a potem głos kobiety.
- Halo? Angelika?
Czułam jak ulga zalewa całe moje ciało. To był jej głos. Teraz, w tej chwili, był mi bardzo potrzebny. Dodawał mi dużo odwagi. Wiedziałam, że mama nie pozwoliłaby nigdy mnie skrzywdzić. W końcu byłam bezpieczna.
- Cześć mamusiu. Już myślałam, że nie odbierzesz.
- Gdzie jesteś skarbie?- Spytała.
Znałam na tyle dobrze mamę, że umiałam rozróżnić jej nastroje. Teraz słyszałam, w jej głosie niepokój. Znów miałam przeczucie, że coś się złego dzieje. Coś tu się nie zgadzało. Kolejny raz w tym dniu, zaczęłam się denerwować.
- Jestem mamuś w szkole. Niedawno przyszli do mnie jacyś dwaj aroganci i mówią, że mają mnie teraz wziąć ze szkoły. Tylko, że ja nie wiem gdzie! Mieli od ciebie zwolnienie, ale nie byłam pewna... Dlatego do ciebie zadzwoniłam. Mamo, powiedz mi. Kim oni są? Co się tutaj dzieje?
- Angela posłuchaj mnie teraz uważnie. Musisz ruszać z nimi, natychmiast! Macie mało czasu.
- Wiem! Nieustannie to słyszę, ale dokąd nam się tak śpieszy?! I o jakie problemy rodzinne w zwolnieniu miałaś na myśli? Czy tutaj chodzi o tatę?
- Kochanie nie mogę teraz rozmawiać. Zaraz się wszystkiego dowiesz od Phila, ale teraz idź po prostu z nimi i nie kombinuj. Musisz się na nich zdać i koniec. Spotkamy się na miejscu. Czekam już na was. Pośpieszcie się!
- Jaki Phil? To ten starszy koleś w szarych włosach?
- Tak skarbie. Muszę kończyć. Bądź grzeczna. Kocham cię!
- Mamo poczekaj! Powiedz mi proszę coś jeszcze.
Nic to nie dało. Rozłączyła się, a ja dalej nie miałam pojęcia, co się dzieje. Spojrzałam na moją polonistkę, młodego chłopaka i mężczyznę o imieniu Phil. Skończyli już dyskutować. Teraz patrzyli na mnie, a w oczach ich, było widać pytanie. Podeszłam do nich szybko i zwróciłam się bezpośrednio do pani Jolanty.
- Mama powiedziała, że panowie przyszli w jakiejś ważnej sprawie i musimy się pośpieszyć. Oznajmiła, że już na nas czeka w określonym miejscu. Wszystko jest w porządku.
Gdy to powiedziałam, od razu zagryzłam lekko wargi, dlatego bo to nie była do końca prawda. Dobrze, niech będzie. Być może mama znała tych ludzi i nie są w pewnym stopniu, aż tak obcy. Nie zmieniało to jednak faktu, że NIC nie było w porządku. Cała sytuacja była z jednej strony komedią, a z drugiej koszmarem. Pani Jola wyglądała dalej na nieprzekonaną, ale wszystko wskazywało na to, że usprawiedliwienie jest prawdziwe, więc poddała się. Przeprosiła mężczyzn za komplikacje i życzyła im miłego dnia, na co Phil mruknął cicho, że dziękuję i że nic się nie stało.
Choć dalej czułam się dziwnie w obecności jego i blondyna, to i tak nie miałam innego wyboru jak ruszać za nimi. Poza tym mama im ufała, a to mi musiało na razie wystarczyć. Potem, gdy pani skończyła rozmowę z panem Philem, zwróciła się do mnie.
- A ty Angela, uważaj proszę na siebie- Na jej twarzy malowała się troska, przez co, jeszcze bardziej ją polubiłam. Chciała mnie chronić. To było przemiłe uczucie. Uśmiechnęłam się do niej, a ona odwdzięczyła mi się tym samym, po czym ruszyła do klasy. Gdy drzwi się za nią zamknęły, usłyszałam za sobą poważny głos Phila.
- Musimy ruszać- Powiedział- Jesteś gotowa?
Odwróciłam się do niego i odpowiedziałam mu.
- Tak, jestem.
Wtedy zobaczyłam coś, co mnie tak zaskoczyło, że prawie upadłam na posadzkę, z wrażenia. Cienkie usta, uśmiechały się do mnie przyjaźnie i życzliwie. Próbowałam odwzajemnić uśmiech, ale na pewno nie wyszło to ani trochę przekonująco. Jak zahipnotyzowana, przeszłam przez drzwi, wchodząc na dwór i ruszyłam za długowłosymi, w stronę żółtej taksówki, która na nas czekała.

sobota, 14 stycznia 2017

Opowiadanie 1 - Podążając swoją drogą wyobraźni.


Rozdział ten dedykuję:
Mojemu Papie, bez którego nie zaczęłabym pisać.
To wszystko dzięki tobie, dziękuję <3





Rozdział 1

- […] i tak właśnie upadło Cesarstwo Rzymskie.
Pani Iwona Dulińska, moja nauczycielka od historii była miłą i dobrą osobą, którą doprawdy lubiłam. Była przesympatyczna, jednak jej opowieść, a tak dokładnie jej sposób opowiadania, sprawiał, że moje powieki same się zamykały. Zamiast ciekawej historii mówiła same suche fakty, które męczyły mnie bezgranicznie. Odliczałam czas do końca lekcji. Zostało jeszcze 10 minut. Trzeba było to przetrwać. Żeby nie zanudzić się na śmierć, postanowiłam pomyśleć o jakiejś przyjemnej rzeczy, która wyciągnęłaby mnie z rozmyślań o Rzymianach. Szukałam, szukałam i... nagle sobie o czymś przypomniałam. Wiedziałam już, na czym chcę skupić swą uwagę. Postanowiłam zastanowić się, nad książką, którą zaczęłam czytać zaledwie dwa dni temu. Dostałam ją od mojej mamy, z okazji urodzin. Dokładnie trzy dni temu było moje święto, oznaczające, że ostatecznie skończyłam 17 lat. 
To księga fantasy. Opowiada ona o kraju, który nazywa się „Wooverblin”. Żyją tam różne magiczne stworzenia, jak na przykład wróżki, trolle, elfy, jednorożce, ale także istoty takie, o których nikt nie słyszał. W wyglądzie są śmieszne, lecz zarówno dziwne i nie ludzkie. Są to przykładowo: holigoty, girule, czy sangatini.  Całym tym pięknym światem rządzi sprawiedliwie Biały Jeleń. Posiada on nieograniczone moce, dzięki którym życie w Wooverblin jest bezpieczne i szczęśliwe. Wszystko jednak się zmienia, gdy Zarządca zostaje w jakiś sposób otruty, przez co jego moc słabnie. Biały Jeleń kona, a nikt nie wie, co począć dalej i jak można by mu  pomóc. Wszyscy podejrzewają, że za otruciem stoi potężny i zły czarnoksiężnik Aaron, który zawsze chciał za wszelką cenę panować nad krajem Wooverblin. Chłopak o imieniu John pragnie pomóc, przez co postanawia wyruszyć w niebezpieczną drogę do zamku Czarnoksiężnika Aarona i znaleźć tam dla Białego Jelenia lekarstwo.
Na tym etapie książki skończyłam. Nie mogłam doczekać się ciągu dalszego tej opowieści! Nareszcie usłyszałam dzwonek. Cała klasa wstała i zaczęła się pakować. Pani Iwona próbując przekrzyczeć hałas informowała nas, co jest na zadanie domowe. Powiedziała, że będzie trzeba odpowiedzieć na następujące pytanie: „Jak wyglądała próba odbudowy cesarstwa na zachodzie?”.
- Napiszcie, co najmniej dwie strony, rozumiano?! Angeliko, proszę byś na chwilę została. Chcę z tobą porozmawiać.
Słysząc moje imię lekko drgnęłam i zaskoczona spojrzałam na panią Iwonę. Patrzyła na mnie tymi swoimi ślicznymi szafirowymi oczami. Zawsze chciałam takie mieć. Moje miały kolor brudnej zieleni.
 Pani Dulińska nie była tylko nauczycielką od historii, ale też moją wychowawczynią. Podejrzewałam, o czym chce ze mną porozmawiać. Podeszłam do jej biurka i czekałam. Gdy wszyscy już wyszli, pani Iwona znów na mnie spojrzała. Czekała, ale ja nie zamierzałam zaczynać tej rozmowy.
- Angeliko powiedz mi, jak się czujesz?
- Dobrze - Szepnęłam.
Wychowawczyni uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
- To świetnie. Bardzo się cieszę.- Nagle jednak zobaczyłam jak jej wzrok staje się bardziej czujny i poważny. Gdy pani Dulińskiej robiły się takie oczy, zawsze pojawiała się wtedy na jej czole mała zmarszczka. Często jednak nie było tego widać, przez jej rude kręcone włosy opadające w to akurat miejsce. Szkoda. Wyglądała uroczo. ,,Przestań! Znów schodzisz z tematu. Skup się!"-pomyślałam, zdając sobie sprawę, że pani Iwona do mnie mówi.- Widuję cię często na korytarzu. Zastanawiam się, czemu najczęściej widzę cię samą, bez koleżanek. Masz jakieś Przyjaciółki Angeliko?
- Raczej nie. Nie potrzebuję przyjaciół. Radzę sobie sama. Dla mnie są ważniejsze rzeczy niż przyjaźń. Rzeczy cenniejsze…
- Co masz na myśli?
- Książki. Najlepiej fantasy.
Pani Dulińska nie wyglądała na zdziwioną. Wręcz przeciwnie. Spodziewała się takiej odpowiedzi.
- Myślę, że książki to rzeczywiście duży skarb. Bez nich na pewno nasz świat, byłby smutny i bardziej zacofany.- Powiedziała - Myślę jednak też, że nie można całkowicie odłączać się od ludzi. Nasza rasa działać musi razem. Tylko dzięki współpracy udało nam się stworzyć tak niesamowitą cywilizację. Trzeba być bardziej otwartym dla ludzi. Angela, ty musisz chcieć przynajmniej spróbować się z kimś skontaktować.
Przymknęłam lekko oczy. Czułam jak ta rozmowa coraz bardziej mnie męczy. Chciałam ją szybko zakończyć.
- Rozumiem - Powiedziałam cicho.
Pani Iwona nie wyglądała na przekonaną, ale podejrzewała, że już raczej więcej zrobić nie zdoła.
- To świetnie. Możesz już iść. Pośpiesz się, bo jeszcze spóźnisz się na polski.
Podziękowałam jej, po czym zamknęłam drzwi i poszłam do Sali Dwieście cztery, gdzie miała odbyć się teraz lekcja. W czasie, gdy szłam, zaczęłam zastanawiać się nad słowami Pani Dulińskiej. Naprawdę ją rozumiałam. Po prostu uważałam, że przesadza. Czasami odczuwałam samotność, ale to było niemożliwe, gdy czytałam książkę. Książka posiadała treść, dzięki której czułam.  Czasami smutek, gniew, albo radość, bywało różnie, ale potrafiła moje emocję doprowadzić do stanu krytycznego, jak i niebiańskiego. Kochałam to! Za nim się spostrzegłam, już byłam pod drzwiami Sali języka polskiego. Dosłownie po trzydziestu sekundach zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. Choć polski bardzo lubiłam, to nie miałam zamiaru słuchać teraz o bezokolicznikach. Zaczęłam myśleć o sobie. 
Byłam dziewczyną średniego wzrostu. Miałam szczupłą sylwetkę, jasną cerę i długie brązowe włosy. Całości dopełniały zielone, brzydkie oczy, różowe usta i nos lekko zadarty w górę. Moim marzeniem było zostanie bibliotekarką, pisarką, lub pracować w  wydawnictwie, ponieważ książki to dla mnie rzecz święta i niesamowita. Chyba jestem dziewczyną aspołeczną. Podczas, gdy prawie wszyscy moi rówieśnicy woleli iść do klubu, czy spotkać się w galerii i ze sobą pogadać, ja wolałam siedzieć w swoim fotelu, przykryta kocem, pijąc kawę i czytając książkę. Nie miałam w klasie przyjaciół. Ludzie, którzy do niej chodzili nie przeszkadzali mi, ale robili coś gorszego. Traktowali mnie jak powietrze. Byłam im obojętna. Wydawało mi się, że jest to gorsze od nienawiści, ale nie byłam pewna, bo nikt mnie nigdy nie nienawidził... Przynajmniej tak mi się wydawało. Klasa gadała ze mną tylko wtedy, gdy musiała, i mnie nawet przez krótką chwilę wtedy kojarzyła, ale szybko potem zapominała. Moi rodzice są rozwiedzeni. Tato pojechał do Francji i w ogóle mną się nie interesował. Odszedł od nas, kiedy byłam jeszcze 7-miesięcznym dzieckiem w brzuchu. Znałam go tylko z kilku filmów, nakręconych przez mamę. Ona nie wiedziała, że je znalazłam na strychu, podczas poszukiwań starego materaca, o który mnie prosiła. Na tych filmikach, ojciec wydawał się z mamą szczęśliwy i szaleńczo w niej zakochany. Ale wygląda na to, że tata tak nie uważał. Mama to jedyna osoba, której ufałam. Zawsze była dla mnie bardzo ważna. Bez niej moje życie by było jeszcze bardziej samotne.
  Minęło dwadzieścia minut lekcji i nagle drzwi od klasy otworzyły się i do środka weszło dwóch mężczyzn. Jeden z nich był już starszym człowiekiem. Miał szare długie włosy i brodę, na której pojawiały się siwe kosmyki. Był on ubrany w jasne brązowe spodnie i dziwną kamizelkę, w kolorze zielonym, do tego był czarny pas ze złotą klamerką i czarne wysokie buty. Jego oczy były piękne bursztynowe. Przypominały mi zachodzące słońce. Wyglądał na około czterdzieści lat. Ale z całego jego wyglądu, najbardziej rzucały się w oczy spiczaste uszy, wyglądające jak u rysia. Jego geny najwidoczniej stwierdziły, że jego przystojną, choć specyficzną twarz, należy jakoś oszpecić. Przykre. Przypomniałam sobie przeczytany przeze mnie artykuł w jakimś czasopiśmie mamy, iż długie i spiczaste uszy są znakiem skąpstwa. Nie wiedziałam, czy to prawda, ale fajnie było to pamiętać.
Drugi zaś chłopak był bardzo młody i... piękny. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia parę lat. Miał długie blond włosy, oczy niebieskie jak morze, a usta pełne i czerwone, w przeciwieństwie do jego towarzysza, którego usta przypominały raczej cienką kreskę. Ubrany był bardzo podobnie jak mężczyzna czterdziestoletni. Jedyną różnicą była kamizelka, która tym razem wyróżniała się kolorem bardzo ciemnego brązu. Chłopak niestety także miał identyczne, charakterystyczne uszy, jak jego towarzysz. W takim razie, byli najprawdopodobniej rodziną, prawda? Choć było to trochę dla mnie nieprzekonujące, bo poza uszami wyglądali zupełnie inaczej. Rysy twarzy mężczyzny, były ostre i wyraźne, za to u chłopaka łagodne, lecz lekko surowe.  Jedyne co ich upodobniało (po za oczywiście długimi uszami!) to to, że obaj byli muskularni i pewni siebie.  Musiałam się przyznać sama przed sobą, że mimo grozy, która od nich biła to intrygowali mnie. Przemawiała przez nich też wyraźna duma. Widać było na pierwszy rzut oka, że byli oni inteligentni i bystrzy. Byłam ciekawa do kogo przyszli.
- Przepraszam, a panowie, czego chcą, jeśli mogę spytać?
Pani Jolanta, moja polonistka wydawała się trochę zdenerwowana ich przybyciem. Pewnie uznała tych ludzi po prostu za dziwaków, przez ich specyficzny ubiór. Sądziłam, że czuła się przy nich lekko niepewnie, jak większość klasy, włącznie ze mną. To przez tą aurę tajemniczości, którą wprowadzili wchodząc do klasy. Starszy mężczyzna popatrzył na nią surowo, przez co pani Jolanta trochę speszyła się.
- Przyszliśmy tutaj po uczennice. Mamy na piśmie zwolnienie od jej matki, gdzie jest wszystko wytłumaczone.- Po tych słowach położył na stole kartkę papieru i popatrzył na moją nauczycielkę, która wydawała się mocno zmieszana. Odwróciłam się do młodego chłopaka, by mu się bardziej przyjrzeć. W tym samym momencie on też na mnie zwrócił swój wzrok. Poczułam nagle coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. W brzuchu miałam motylki. To była tylko sekunda, ale skamieniałam. Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, a potem odwrócił się do swojego towarzysza.
- A kogo chciałby pan zabrać?- Spytała nerwowo pani Jolanta.
- Angelikę- Odpowiedział szaro włosy- Angelikę Mollow.
Wzięłam gwałtownie oddech. Że co proszę? Oni chcą MNIE zabrać? Przecież ja ich nie znałam. Byli obcymi osobami, których nigdy na oczy nie widziałam! Dotarło do mnie, że cała klasa, włącznie z nauczycielką wbiła we mnie spojrzenie, przez co wzrok mężczyzn skierował się w tą stronę, gdzie patrzyła reszta. Oglądali mnie uporczywie, jakby chcieli coś ze mnie wydusić. Świetnie! I co ja miałam  w takiej sytuacji zrobić?
- Może byś wstała Angeliko?- Spytała mnie moja polonistka.
Niepewnie podniosłam się z krzesła. Mimo strachu i mej nieśmiałej natury spojrzałam starszemu mężczyźnie prosto w oczy, z których umiałam czytać najlepiej.
- Ja jestem Angelika Mollow.

czwartek, 12 stycznia 2017

Początek

Cześć wszystkim :)
Jestem Margo.
Tego bloga założyłam bardziej dla siebie, moich rodziców i rodzeństwa.
Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że dzięki temu blogowi łatwiej mi będzie się otworzyć przed rodziną.
Chodzi mi o moją stronę twórczą, a także o takie głupie szczegóły, o których oni może nie wiedzą. np. Czego dokładnie słucham, Jakie filmy zrobiły na mnie wrażenie, Co lubię gotować, a czego nie znoszę.
Ale najbardziej chcę skupić się na moich opowiadaniach, które piszę z czystej pasji. To nie są górnolotne historie, ale takie w moim stylu... Młodzieżówki, które mówią przede wszystkim o sile miłości, przyjaźni i życiu.
No, więc...
Na pierwszy post, to chyba tyle... 
Nie wiem co miałabym jeszcze dodać, więc po prostu się pożegnam.
Do zobaczenia :)