Rozdział ten dedykuję:
Mojej mamusi, bez której moje życie byłoby o wiele mniej zabawne.
Dziękuję, że nauczyłaś mnie jak być dobrym człowiekiem <3
Rozdział 2
Wszyscy mnie uważnie oglądali, a ja coraz bardziej zaczynałam się niecierpliwić i irytować. Nie wiedziałam, co z sobą zrobić. Stałam tak, czekając na jakąkolwiek reakcję. Czułam się dość skrępowana, bo mężczyzna w zielonej kamizelce obserwował mnie najintensywniej. Nawet na chwilę nie spuścił swoich oczu. Ich niesamowity bursztynowy kolor zachwycił mnie do głębi, lecz po za oczami, w tym człowieku nie było nic sympatycznego i zachęcającego. Wręcz przeciwnie. Cały przedstawiał się groźnie i tajemniczo. Ze zdenerwowania poczęło mi drżeć ciało. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że od tego bezustannego stania zaczęły mnie boleć nogi. Lecz, gdy właśnie miałam zamiar usiąść, usłyszałam głos starszego człowieka w szarych włosach.
- Rusz się wreszcie, Angelika. Nie możemy przecież czekać na ciebie wieczność. Musimy się śpieszyć, więc pakuj się prędko.
Nie ruszyłam się. Jedyne co zrobiłam, to mrugnęłam w niedowierzaniu, a to dlatego, że usłyszałam coś w jego głosie, co mi się bardzo nie spodobało. To była mieszanina kpiny i pychy. Odzywał się z wyższością, tak jakby moja osoba była poniżająca i nie warta uwagi. Utwierdziło mnie to tylko jeszcze bardziej, w przekonaniu, iż musi być on bardzo dumny. Ale ja takich ludzi nie lubiłam. Czemu miałabym być dla niego uprzejma, skoro on zachowywał się niegrzecznie?
- Słucham?! Dokąd niby tak się śpieszymy? Gdzie chcecie mnie zabrać? Ja nigdzie nie idę... I w ogóle, czy my się znamy? Ja pana wcale, a wcale nie kojarzę.
Niczego nie rozumiałam. To było nie do pojęcia! Para nieznanych mi buców, przychodzi tu, karząc mi iść z nimi, nie wiadomo, dokąd, mówiąc na dodatek, że mają zwolnienie od mojej mamy! Skąd miałam wiedzieć, czy to prawda?! Może pismo było fałszywe, a oni chcieli mnie w ten sposób porwać? No dobra, nie wiem, czy nie dałam się trochę zbyt ponieść mojej wyobraźni... No ale było to trochę podejrzane, racja?
Mężczyzna z brodą wydał się lekko zaskoczony moją reakcją, co przyznaję, sprawiło mi małą przyjemność. Chciałam, chociaż przez chwilę zobaczyć jak zmywa się z jego twarzy ta ohydna pewność siebie. Doprowadzała mnie ona do gorączki.
O dziwo odezwał się tym razem młody chłopak, czego nie spodziewałam się, bo wyglądał on na obojętnego na wszelkie okoliczności.
- Widzimy się po raz pierwszy i miejmy nadzieję ostatni. Nie zmienia to faktu, że musisz udać się z nami. Dla swojego bezpieczeństwa.
Słucham? O co mu chodziło? Chciał mnie przestraszyć? Jeśli tak... to mu się udało. Próba niczego sobie, bo zaczęłam się denerwować. Za szybko pociły mi się ręce, a zbuntowany żołądek powodował skurcze.
- Coś mi grozi?- Zapytałam cicho, nie mogąc wydusić nic więcej, przez gulę, która stanęła mi w gardle. Choć pytanie było skierowane do blondyna, to starszy mężczyzna odpowiedział stanowczo, z pewnym rozdrażnieniem, chcąc przejąć sytuację w swoje ręce. Widać było, że był zły na młodziaka.
- Nie. O to nie musisz się martwić, ale się pośpiesz, bo czas jest teraz dla nas bardzo ważny. W tej chwili się zbieraj.
- Ale dokąd chcecie mnie wziąć? I co jest napisane w zwolnieniu? Chce je zobaczyć.
- Powiemy ci wszystko później, ale na osobności.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cały czas jestem w klasie i wszyscy się na mnie gapią. Dziewczyny jednak głównie poświęciły swą uwagę młodemu chłopakowi, patrząc na niego maślanymi oczami. Przez me zamyślania, zapomniałam gdzie jestem. Zrobiło mi się strasznie głupio i zaczerwieniłam się, mimo starań, by rumieńce nie wyszły na wierzch. Gdy próbowałam jakoś zapaść się pod ziemie, zobaczyłam jak czterdziestolatek zbliża się do mnie o krok. Serce mi stanęło. Przypomniałam sobie o czymś istotnym. Spojrzałam na papier, leżący na biurku, napisany podobno przez mamę. Musiałam sprawdzić czy nie jest to jakieś fałszywe pismo.
- Chciałabym zobaczyć zwolnienie przed wyjściem. Inaczej, nigdzie nie pójdę.
Mężczyzna w zielonej kamizelce zmarszczył brwi. Widać było, że nie miał na to ochoty, ale chyba zrozumiał, że inaczej szybko mnie z klasy nie wyciągnie (jeśli w ogóle). Musiał spełnić moje wymaganie. Podszedł żwawym krokiem do biurka mojej nauczycielki, a potem skierował się w moją stronę, kładąc papier na moim stoliku. Wzięłam go do ręki i zaczęłam czytać.
Proszę o zwolnienie Angeliki Mollow, mojej córki, z trzech ostatnich lekcji (polski, matematyka, religia), z powodów rodzinnych.
Z góry dziękuję:
Susan Brown.
Gdy skończyłam nie miałam wątpliwości.
Ten list napisała mama. To był jej charakter pisma i podpis. Zawsze używała swojego nazwiska panieńskiego, od kiedy tata nas opuścił. Ja jednak zostałam przy dawnym, bo nie chciałam robić zamieszania, a mi ono nie przeszkadzało. Przynajmniej w ten sposób mogłam się pocieszyć, że mimo całej sytuacji z rozwodem, muszę mieć ojca. Nie mogło być inaczej skoro miałam jego nazwisko. Co mama miała na myśli, pisząc „problemy rodzinne”? Czy mogło jej chodzić o tatę?
Zaczęłam się pakować. Chciałam jeszcze się opierać, ale scen i dram stwarzać nie zamierzałam, choć wątpliwości zżerały mnie od środka. Schowałam podręcznik, zeszyt i piórnik, a potem wzięłam książkę „Tajemnica Wooverblin” do ręki i podeszłam do biurka pani Jolanty. Odłożyłam zwolnienie mamy na swoje wcześniejsze miejsce. Wszyscy dalej się na mnie gapili, a ja starałam się to ignorować i udawać, że wcale tego nie widzę. Już chciałam skierować się do drzwi, gdy nagle usłyszałam głos pani Joli.
- Angela, zaczekaj! Przepraszam państwa, ale nie mam pewności, że zwolnienie należy do pani Susan. Nie chodzi oto, że podejrzewam, panów o kłamstwo, ale... Wolałabym jednak być bardziej poinformowana i przekonana, co do słuszności tej sprawy. Nie mogę panom zaufać, bo nawet uczennica, która ma zostać zabrana, nie rozpoznaje państwa. Wszystko to jest zbyt skomplikowane i niewiadome.
- Przyniosłem pani zwolnienie, które nas upoważnia do zabrania Angeliki. Bardzo nam się śpieszy, więc proszę nie sprawiać dodatkowych kłopotów. Naprawdę nie mamy czasu.
Jakby ktoś się przysłuchał dokładnie słowom mężczyzny, usłyszałby, jak jego głos minimalnie drży ze zdenerwowania.
- Przykro mi, ale nie mogę na to pozwolić.
Pani Jolanta nie była do końca pewna czy dobrze robi, ale nie zmieniła zdania. Byłam jej ogromnie wdzięczna, za to, że wzięła sprawę w swoje ręce. Podzielałam jej zdanie. Ja także nie byłam pewna, czy powinnam im zaufać. Nagle wpadłam na pewną myśl, która teraz wydawała się tak oczywista.
- Może powinnam zadzwonić do mamy na wszelki wypadek.- Powiedziałam. Pani uśmiechnęła się do mnie i kiwnęła głową na znak zgody.
- Świetnie. Zrób to Angelo, ale najpierw może chodźmy na korytarz, dobrze? Zapraszam.
Podeszła z pewną swobodą do drzwi, po czym otworzyła je i wyszła. Od razu poszłam w jej ślady, a gdy usłyszałam za sobą kroki, zrozumiałam, że długowłosi też postanowili iść za polonistką. Drzwi zostały zamknięte, więc nie chciałam marnować czasu.
- Zadzwonię od razu do mamy.- Powiedziałam, i nie czekając na odpowiedź, zostawiłam ich. Podchodząc wpisywałam już po drodze numer telefonu. Stanęłam pod oknem, gdzie był najlepszy zasięg i nacisnęłam przycisk „połącz”. Usłyszałam pierwszy sygnał. Spojrzałam na towarzystwo pod drzwiami. Pani Jolanta dyskutowała z starszym mężczyzną, w zielonej kamizelce. Przepraszała go i tłumaczyła swoje zachowanie. Zawzięcie mówiła, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej, na co mężczyzna z brodą, wciąż tylko odpowiadał, że rozumie, ale wyjątkowo się spieszy i nie chce marnować cennego czasu, na takie bzdury. Za to młody chłopak stał koło nich obojętny na ich rozmowę, oglądając mnie przy tym uważnie. Gdy zauważył, że mu się przyglądam, podniósł wysoko brew i patrzył na mnie, jak na dziecko, które właśnie coś przeskrobało. Znowu się zaczerwieniłam, ze wstydu i złości. Odwróciłam się szybko w stronę okna. Wtedy właśnie usłyszałam ostatni sygnał, a potem głos kobiety.
- Halo? Angelika?
Czułam jak ulga zalewa całe moje ciało. To był jej głos. Teraz, w tej chwili, był mi bardzo potrzebny. Dodawał mi dużo odwagi. Wiedziałam, że mama nie pozwoliłaby nigdy mnie skrzywdzić. W końcu byłam bezpieczna.
- Cześć mamusiu. Już myślałam, że nie odbierzesz.
- Gdzie jesteś skarbie?- Spytała.
Znałam na tyle dobrze mamę, że umiałam rozróżnić jej nastroje. Teraz słyszałam, w jej głosie niepokój. Znów miałam przeczucie, że coś się złego dzieje. Coś tu się nie zgadzało. Kolejny raz w tym dniu, zaczęłam się denerwować.
- Jestem mamuś w szkole. Niedawno przyszli do mnie jacyś dwaj aroganci i mówią, że mają mnie teraz wziąć ze szkoły. Tylko, że ja nie wiem gdzie! Mieli od ciebie zwolnienie, ale nie byłam pewna... Dlatego do ciebie zadzwoniłam. Mamo, powiedz mi. Kim oni są? Co się tutaj dzieje?
- Angela posłuchaj mnie teraz uważnie. Musisz ruszać z nimi, natychmiast! Macie mało czasu.
- Wiem! Nieustannie to słyszę, ale dokąd nam się tak śpieszy?! I o jakie problemy rodzinne w zwolnieniu miałaś na myśli? Czy tutaj chodzi o tatę?
- Kochanie nie mogę teraz rozmawiać. Zaraz się wszystkiego dowiesz od Phila, ale teraz idź po prostu z nimi i nie kombinuj. Musisz się na nich zdać i koniec. Spotkamy się na miejscu. Czekam już na was. Pośpieszcie się!
- Jaki Phil? To ten starszy koleś w szarych włosach?
- Tak skarbie. Muszę kończyć. Bądź grzeczna. Kocham cię!
- Mamo poczekaj! Powiedz mi proszę coś jeszcze.
Nic to nie dało. Rozłączyła się, a ja dalej nie miałam pojęcia, co się dzieje. Spojrzałam na moją polonistkę, młodego chłopaka i mężczyznę o imieniu Phil. Skończyli już dyskutować. Teraz patrzyli na mnie, a w oczach ich, było widać pytanie. Podeszłam do nich szybko i zwróciłam się bezpośrednio do pani Jolanty.
- Mama powiedziała, że panowie przyszli w jakiejś ważnej sprawie i musimy się pośpieszyć. Oznajmiła, że już na nas czeka w określonym miejscu. Wszystko jest w porządku.
Gdy to powiedziałam, od razu zagryzłam lekko wargi, dlatego bo to nie była do końca prawda. Dobrze, niech będzie. Być może mama znała tych ludzi i nie są w pewnym stopniu, aż tak obcy. Nie zmieniało to jednak faktu, że NIC nie było w porządku. Cała sytuacja była z jednej strony komedią, a z drugiej koszmarem. Pani Jola wyglądała dalej na nieprzekonaną, ale wszystko wskazywało na to, że usprawiedliwienie jest prawdziwe, więc poddała się. Przeprosiła mężczyzn za komplikacje i życzyła im miłego dnia, na co Phil mruknął cicho, że dziękuję i że nic się nie stało.
Choć dalej czułam się dziwnie w obecności jego i blondyna, to i tak nie miałam innego wyboru jak ruszać za nimi. Poza tym mama im ufała, a to mi musiało na razie wystarczyć. Potem, gdy pani skończyła rozmowę z panem Philem, zwróciła się do mnie.
- A ty Angela, uważaj proszę na siebie- Na jej twarzy malowała się troska, przez co, jeszcze bardziej ją polubiłam. Chciała mnie chronić. To było przemiłe uczucie. Uśmiechnęłam się do niej, a ona odwdzięczyła mi się tym samym, po czym ruszyła do klasy. Gdy drzwi się za nią zamknęły, usłyszałam za sobą poważny głos Phila.
- Musimy ruszać- Powiedział- Jesteś gotowa?
Odwróciłam się do niego i odpowiedziałam mu.
- Tak, jestem.
Wtedy zobaczyłam coś, co mnie tak zaskoczyło, że prawie upadłam na posadzkę, z wrażenia. Cienkie usta, uśmiechały się do mnie przyjaźnie i życzliwie. Próbowałam odwzajemnić uśmiech, ale na pewno nie wyszło to ani trochę przekonująco. Jak zahipnotyzowana, przeszłam przez drzwi, wchodząc na dwór i ruszyłam za długowłosymi, w stronę żółtej taksówki, która na nas czekała.